Jeśli przez dwa lata trenujesz, a od roku zazwyczaj około 4-5 dni w tygodniu twój organizm się przyzwyczaja do dostarczanych przy treningu endorfinek. I kiedy przypadkiem przyjdzie przerwa, po czterech dniach bez ćwiczeń człowiek czuje się jakby zanurzał się w stan lekkiej depresji. To trzeba wiedzieć, bo w stanie lekkiej depresji wydaje ci się, że nie masz ochoty iść na trening, jeśli nie pójdziesz na trening, nie masz szans na poprawę. Koło się zamyka
Wiele osób trenujących capoeirę odpada przy pierwszym kryzysie. Zmęczenie, ćwiczysz a nic Ci nie wychodzi, a przede wszystkim jakoś zaczyna ich to nudzić.
Kto zostaje zaczyna kochać capo. Jeśli to przetrwa, ma siłę, żeby trenować więcej, intensywniej. Wszystko jest interesujące. Człowiek sam zaczyna szukać, wygrzebywać rzeczy, bo wszystkiego chciał by się nauczyć. Piękny okres.
Po jakimś czasie przychodzi drugi kryzys. Mijają już lata. Im dłużej się trenuje, tym wszystko powinno być łatwiejsze, a okazuje się, że wcale tak nie jest. Coraz trudniej jest się czegoś nowego nauczyć. Wszystko zaczyna się powtarzać. Widziałeś już wszystkie filmiki na YouTubie i grałeś ze wszystkimi w roda. Albo zaangażujesz się teraz bardzo mocno i bardzo głęboko, albo wszystko przestanie mieć sens, zacznie być nudne. "Czego miałem się nauczyć, nauczyłem się, reszta nie jest dla mnie". W międzyczasie Twoje życie przecież też się zmienia, kończy się jakiś okres w życiu, z którym przede wszystkim kojarzy się ten sport, się często znajduje się chłopaka/dziewczynę, zmienia się szkołę, miejsce zamieszkania...
To taki intensywny przesiew.
Wydaje mi się, że kto go przetrwa, staje się już Kimś w świecie capoeiry. Taaak, może właśnie ten czas pokrywa się z gradacją, przestajesz być Aluno, zaczynasz być Graduado.
Tak naprawdę, takie są moje wyobrażenia. Obserwuję i widzę, że dużo osób pada przy "pierwszym kryzysie", to popularne określenie. Odchodzą wtedy ludzie, którzy nie dają rady.
Ale widzę też, że wiele osób odchodzi mimo przetrenowanych już lat. To takie wypalenie, znudzenie. Koleżanka mówi: Kiedyś zastanawiałam się, jak można tak po prostu przestać to kochać... można.
Wydaje mi się, ze pierwszy kryzys wychodzi z fizyczności, drugi z psychiki.
Dobry Świecie, daj mi przetrwać każdy, jaki przyjdzie!
Należę do grupy ABADA Capoeira. Jakie to ma znaczenie? [niektórzy by się tym bardzo zbulwersowali ale...] W tym momencie dla mnie chyba żadne.
Zakładam, że przyjdzie dzień, gdy Capoeira będzie dla mnie filozofią. Może już nawet niedługo, w sumie powoli gdzieś w sobie słyszę tego zapowiedzi. Wtedy wierzę, że zostanę przy Abadzie z pełnym przekonaniem do niej. Ale dziś jest to dla mnie po prostu grupa, nigdy nie trenowałam w innych, nigdy nie czytałam o innych, nie mam porównania. Jednak wiem, że mi tu dobrze, to dla mnie wystarczające na tę chwilę.
Dlaczego więc ABADA?
W moim wspaniałym mieście są dwie grupy capoeiry. Wiedziałam o istnieniu obu. Jedna z nich oplakatowała miasto. Ale stwierdziłam, że konkrety znajdę w internecie.
Przyszedł dzień, by wpisać w google szukane hasło, a google znalazły stronę tylko jednej z grup. Moje myślenie? Pamiętam jak dziś Ta grupa ma swoją stronę internetową i to na pierwszym miejscu w wyszukiwarce, to musi być dobra grupa. Poza tym, pójdę za głosem mojego uzależnionego od internetu serca...
I tak postanowiłam.
Po jakimś czasie okazało się, że tak na prawdę jest to mniejsza grupa, gorzej zorganizowana i może nawet słabsza. Ale gdybym miała jeszcze milion razy w życiu wrócić się i podjąć tę decyzję, byłaby milion razy taka sama.
Ktoś kiedyś zadał pytanie Dlaczego nas nie może być 80 tak jak nich? odpowiedziałam A jaka knajpa wtedy mieściłaby nas wszystkich na potreningowym piwie?
Szukając tekstu jakiejś piosenki [no w sumie nie jakiejś, a "Capoeira eu nao sou d’aqui"] natrafiłam na bloga jakiejś dziewczyny o capoeirze. Zapewne w ferworze mojej choroby, kaszlu i nudy związanej z leżeniem w łóżku, pomyślałam A może i ja popisałabym bloga o capo?... I oto jest. Przez chwilę pomyślałam, że to zapewne przetrwa ze dwa tygodnie, ale potem przypomniało mi się, że gdy zakładałam, prawie 6 lat temu, mojego pierwszego w życiu bloga [prosperującego do dziś oczywiście] też dawałam sobie 2-3 tygodnie...
[Proszę oto i link do mojej inspiracji: http://capoeiristka.bloog.pl/ ]
Zanim postanowiłam oczywiście zadałam sobie pytanie: jak sobie to wyobrażasz... Oczywiście wyobrażam sobie to bardzo po mojemu, czyli typowo refleksyjnie. Tak jakby: co w mojej głowie przetłacza się pod szyldem capoeiry...